Menu

pamiętnik z podróży tramwajem

szkice osobiste

A6

lvajxi03

Przeczytałem gdzieś w internecie (gazeta.pl?) reportaż o matce, która wmuszała w córkę kalectwo i długotrwałe leczenie. Matka cierpiała na zespół jakiegoś mocnego uzależnienia od drugiej osoby (jednostki chorobowej nie pomnę), córka podrosła i zabiła matkę (okazało się, że zdrowa, chodzi o własnych nogach, itp). Można-by pomyśleć coś w stylu "co to się na tym świecie dzieje..."

Tymczasem przyjęto nas w piątek na oddział neurologii, poniekąd słusznie (oczywisty atak w domu, dwa w szpitalu na oczach personelu), ale zobaczyłem też ludzi, przyjętych poniekąd niesłusznie -- lekarz dał wiarę obserwacjom matki ("córka nie śpi n-ty dzień")

Matka wymyśliła sobie taki styl życia, ale prędzej z pobudek finansowych: nie pracuje, mąż też, pięć stów na drugie dziecko już jest, teraz wystarczy postarać się o ~1450 na pierwsze. Lekarze kiwali głowami, owszem, nie śpi, dawali podobno końskie dawki środków usypiających (w rzeczywistości placebo, pielęgniarki notowały dokładnie to, co widziały, czyli dwulatkę przesypiającą normalnie większą część doby), matka dalej swoje, lekarze na obchodzie swoje.

Dzisiaj kazano matce opuścić szpital i zagrożono odebraniem dziecka. Obserwacje wydumane, proszę nam nie zawracać głowy, tam jest wyjście. Ile dzieci musiało zostać przewiezionych do innego szpitala, bo tu ktoś blokował łóżko? Przynajmniej trójka (sam chętnie zabrałbym już nasze do domu, ale na to nikt nie wyraził zgody)

© pamiętnik z podróży tramwajem
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci